Kontroferta: dlaczego podwyżka nie zatrzymuje ludzi

Dobry programista przychodzi do szefa z gotową ofertą innej firmy. Szef się orientuje, że może go stracić, i robi jedyną rzecz, jaka mu przychodzi do głowy od ręki. Dorzuca pieniądze. Człowiek zostaje, a niecały rok później składa wypowiedzenie drugi raz. Tym razem żadne pieniądze już nie wchodzą w grę. Pokażę Ci, dlaczego tak się dzieje i co robić zamiast tego, z obu stron stołu.

Pęknięty gips na złamanej nodze jako metafora kontroferty, ciemne cinematyczne tło

Opiekuję się deweloperami i pracuję przy rekrutacji IT od ponad 10 lat. Takich historii, jak ta na początku, widziałem naprawdę wiele. I od razu zaznaczę jedno: kontroferta to nie jest ratunek, tylko plaster na złamanej nodze. Wygląda, jakby coś załatwiał, a pod spodem złamanie zostaje takie samo.

Bo to nie jest wyjątek, tylko reguła. Kontrofertę składa dziś około 85% pracodawców, a mimo to nawet co trzeci pracownik i tak odchodzi w ciągu roku od jej przyjęcia (Robert Half, 2025). Dane HR mówią nawet o ośmiu na dziesięciu w ciągu roku. Czyli ta podwyżka, którą szef wykłada, żeby kogoś zatrzymać, najczęściej kupuje mu kilka miesięcy spokoju, a nie lojalność, o którą tak naprawdę chodziło.

Na ten temat warto popatrzeć w trzech krokach. Do nich będę wracał przez resztę artykułu:

Krok 1
Prawdziwy powód
Dlaczego ludzie naprawdę odchodzą i czemu to prawie nigdy nie są same pieniądze
Krok 2
Co kupujesz
Co się dzieje, kiedy dopłacasz komuś po wypowiedzeniu, i co przy okazji tracisz
Krok 3
Co robić zamiast
Cztery rzeczy, które działają lepiej niż podwyżka, w zasięgu każdego szefa
Odcinek podcastu Projekt:IT o kontrofercie
Posłuchaj zamiast czytać
Wolisz posłuchać niż czytać? Włącz odcinek o kontrofercie

Dlaczego ludzie naprawdę odchodzą

Zapytaj któregokolwiek szefa, dlaczego ludzie odchodzą, a prawie zawsze usłyszysz to samo: dla pieniędzy. Rozumiem, skąd to się bierze, bo jak zapytasz wprost samego odchodzącego, on też zwykle powie, że dostał lepszą ofertę. Ale to, co człowiek mówi na głos, i to, co go naprawdę z firmy wypchnęło, rzadko jest tym samym.

Liczby mówią dość jasno. Pieniądze są prawdziwym powodem odejścia mniej więcej w jednej piątej przypadków. Czyli na pięć osób, które odchodzą, dla czterech tak naprawdę chodzi o coś innego. W jednym z największych badań nad rotacją zespół z MIT sprawdził, co najlepiej przewiduje, że ludzie zaczną z firmy uciekać. Na pierwszym miejscu nie wyszły pieniądze, tylko atmosfera, czyli to, jak ludzie są na co dzień traktowani. To okazało się ważniejsze od pensji, i to wielokrotnie. A Gallup dorzuca swoje: za różnicę w zaangażowaniu zespołu odpowiada w około 70% bezpośredni przełożony. Stąd znane powiedzenie, że ludzie odchodzą od szefów, nie od firm.

Jak to poskładasz do kupy, wychodzi rzecz banalna, a firmom i tak najtrudniej ją przyjąć. Ludzie nie odchodzą od kwoty na pasku. Odchodzą, bo od dwóch lat robią w kółko to samo i czują, że stanęli w miejscu. Bo włożyli w coś serce, a szef odezwał się dopiero wtedy, gdy coś nie wyszło. Bo projekt przestał ich cieszyć. A pieniądze? Pieniądze są po prostu najłatwiejsze do powiedzenia na głos. „Dostałem lepszą ofertę” jest bezpieczne, konkretne i nikogo nie rani. „Odchodzę, bo nie czuję się tu szanowany” jest po ludzku bardzo trudno powiedzieć szefowi w oczy.

Powiem to z własnego podwórka. Kiedy ktoś przychodzi do mnie i mówi, że myśli o zmianie, prawie nigdy nie zaczynam od pytania, ile chciałby zarabiać. Pytam, co takiego się wydarzyło, że w ogóle zaczął o tym myśleć. I prawie za każdym razem okazuje się, że pieniądze są gdzieś dalej, na trzecim, czwartym miejscu. Na pierwszym jest „nie rozwijam się”, „wypaliłem się przy tym projekcie”, „nie dogaduję się z liderem”.

Co naprawdę kupujesz kontrofertą

Skoro ludzie rzadko odchodzą wyłącznie dla pieniędzy, to pojawia się oczywiste pytanie: co się właściwie dzieje, kiedy szef próbuje zatrzymać kogoś właśnie pieniędzmi? Będę uczciwy, bo nie chcę sprzedawać taniego straszaka. Słynna liczba, że 80% ludzi po kontrofercie odchodzi w ciągu sześciu miesięcy, krąży po branży od lat i nikt nie potrafi wskazać jej porządnego źródła. Traktuj ją ostrożnie. Ale kierunek jest jasny: kontroferta w najlepszym razie kupuje Ci rok, najczęściej mniej. Dlaczego tak słabo działa, skoro człowiek dostał dokładnie to, o co prosił?

Powód pierwszy: nie ruszasz tego, co bolało

Pieniądze rzadko były prawdziwym problemem, więc dorzucenie pieniędzy nie rusza tego, co naprawdę uwierało. Ten projekt dalej jest nudny, ten lider dalej jest tym samym liderem, a poczucie, że nikt Cię nie zauważa, nie znika tylko dlatego, że na koncie pojawia się trochę więcej.

Powód drugi: pokazałeś, że jedną nogą byłeś za drzwiami

To ten podstępny. W chwili, w której kładziesz wypowiedzenie i przyjmujesz kontrofertę, coś się między Tobą a firmą nieodwracalnie zmienia. Od tej pory, choćby wszyscy uśmiechali się tak samo jak wcześniej, w głowie szefa jesteś już zapisany jako ktoś, kto raz chciał odejść. Kiedy pojawi się awans, gdzieś z tyłu głowy padnie pytanie, czy warto stawiać na kogoś, kto już raz się pakował. A kiedy przyjdą zwolnienia, prościej będzie wskazać właśnie Ciebie. Mówiąc wprost, przyjmując kontrofertę dostajesz pieniądze dzisiaj, ale często płacisz za to swoją pozycją na dłużej.

Powód trzeci: zaufanie pęka po obu stronach

Ty wiesz, że dostałeś tę podwyżkę nie dlatego, że ktoś nagle docenił Twoją pracę, tylko dlatego, że zagroziłeś odejściem. To gorzka świadomość. A szef zostaje z myślą, że ten człowiek raz już przyszedł z wypowiedzeniem, żeby coś ugrać, więc pewnie kiedyś przyjdzie znowu. Na takim fundamencie trudno zbudować coś dobrego.

Kiedy w takim razie kontroferta ma sens? W jednej wąskiej sytuacji: gdy ktoś był u Ciebie realnie niedopłacany wobec rynku, gdy pieniądze faktycznie były jedynym problemem, i gdy traktujesz to jako sygnał, że masz systemowo źle poukładane wynagrodzenia, i naprawiasz to nie tylko dla tej jednej osoby. Bo jeśli podwyżkę dostaje wyłącznie ten, kto przyszedł z wypowiedzeniem, uczysz cały zespół, że żeby zarobić więcej, trzeba najpierw zagrozić odejściem.

Słuchaj zamiast czytać O tym samym opowiadam w odcinku podcastu Projekt:IT Włącz odcinek →
Odcinek podcastu Projekt:IT o kontrofercie

Co robić zamiast dopłacania

Łatwo krytykować kontroferty, więc przejdźmy do konkretów. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie te rzeczy są w zasięgu każdego szefa. Wymagają tylko trochę uwagi wcześniej, a nie dopiero wtedy, kiedy jest już pożar.

Rozmawiaj, zanim dostaniesz wypowiedzenie

Rzecz najważniejsza ze wszystkich. Większość szefów pyta swoich ludzi o przyszłość dopiero w momencie, w którym ci ludzie jedną nogą są już za drzwiami. A wystarczy raz na jakiś czas usiąść z człowiekiem i zapytać wprost: co go tu trzyma, czego mu brakuje, co by go stąd wypchnęło. Taka rozmowa kosztuje pół godziny, a potrafi oszczędzić rekrutacji za kilkanaście tysięcy złotych i trzech miesięcy szukania kogoś na zastępstwo.

Dawaj realny rozwój, nie nowy tytuł

Ludzie w naszej branży zostają tam, gdzie czują, że idą do przodu, gdzie za rok będą umieli coś, czego nie umieją dzisiaj. Jeśli jedyne, co możesz komuś zaproponować, to ta sama robota za trochę większe pieniądze, kupujesz sobie wyłącznie czas. Pokaż człowiekowi, że za pół roku wejdzie w nowy projekt, weźmie pod opiekę juniora albo nauczy się czegoś, na co dawno miał ochotę. To daje mu powód, żeby chcieć zostać, a nie tylko żeby mu się to opłacało.

Bądź szefem, od którego ludzie nie chcą uciekać

Skoro ludzie odchodzą głównie od szefów i od kiepskiej atmosfery, to żadne pieniądze tego nie naprawią. Najtańsza, a jednocześnie najtrudniejsza rzecz, jaką możesz zrobić, to zauważać, kiedy ktoś zrobił coś dobrze, a nie tylko wtedy, kiedy coś się wywali. Dać człowiekowi poczucie, że go widzisz. To nie kosztuje ani złotówki, a działa lepiej niż większość kontrofert, jakie w życiu widziałem.

Płać uczciwie, zanim ktoś musi Ci grozić

Jeśli ktoś z Twojego zespołu musi pójść na rynek, zdobyć inną ofertę i przynieść Ci ją pod nos tylko po to, żeby dostać godną stawkę, to znaczy, że karzesz go za lojalność. Ten, kto siedzi cicho i robi swoje, dostaje mniej niż ten, kto głośno zagroził. Ludzie to widzą i bardzo szybko się uczą, że w tej firmie nie opłaca się być lojalnym, opłaca się być głośnym. W ten sposób, kompletnie nieświadomie, sam hodujesz sobie ciągłą rotację.

A jeśli to Ty dostałeś kontrofertę

Odwróćmy stół. Siedzisz z podwyżką na stole i decyzją. Zadaj sobie jedno proste pytanie: czy oni nagle zobaczyli, ile jestem wart, czy po prostu wystraszyli się tego, ile będzie ich kosztować moje odejście. Bo jeśli to drugie, żadne pieniądze tego nie zmienią. Wszystko, co sprawiło, że w ogóle zacząłeś się rozglądać, będzie na swoim miejscu jeszcze długo po tym, jak ucieszysz się z wyższej wypłaty.

Nie mówię, że kontroferty nigdy nie warto przyjąć. Warto, jeśli pieniądze naprawdę były jedynym problemem, a poza tym masz tu ciekawą pracę, szefa, który Cię widzi, i jasność, dokąd się rozwijasz. Odejdź, jeśli podwyżka jest jedyną rzeczą, która się zmienia.

Odcinek Projekt:IT: Dobry specjalista, zły projekt
Powiązane wideo z kanału
Dobry specjalista, zły projekt, czyli jak traci się najlepszych ludzi

Ściąga: kontroferta z obu stron stołu

Zebrałem najważniejsze w jedną tabelę. Górna część jest dla szefa, dolna dla osoby, która kontrofertę dostała. Do każdego punktu dorzuciłem pytanie, które warto zadać, sobie albo drugiej stronie.

ObszarNa co patrzećPytanie, które warto zadać
Prawdziwy powód (szef)Czy chodzi o pieniądze, czy o coś innego„Co tak naprawdę sprawiło, że zacząłeś się rozglądać?”
Moment rozmowy (szef)Rozmawiaj, zanim padnie wypowiedzenie„Co Cię tu trzyma, a co by Cię stąd wypchnęło?”
Rozwój (szef)Czy człowiek idzie do przodu, nie stoi w miejscu„Czego chciałbyś się u nas nauczyć w tym roku?”
Uczciwa stawka (szef)Czy płacisz rynkowo, zanim ktoś zagrozi odejściem„Czy podnoszę też innym, czy tylko temu z wypowiedzeniem?”
Pytanie kontrolne (pracownik)Docenienie czy strach przed kosztem odejścia„Zobaczyli, ile jestem wart, czy wystraszyli się mojego odejścia?”
Trzy powody (pracownik)Czego podwyżka nie naprawi: projekt, lider, brak uznania„Ile z tego, co mnie wypychało, zmienia sama wyższa wypłata?”
Twoja pozycja (pracownik)Po przyjęciu jesteś tym, kto raz chciał odejść„Jak to wpłynie na mnie przy awansie i przy zwolnieniach?”
Decyzja (pracownik)Zmieniają się pieniądze czy naprawdę wszystko„Czy powody mojego rozglądania się znikną po podwyżce?”
Pobierz ściągę: Kontroferta, instrukcja dla obu stron

Dwie części w jednym PDF. Jedna dla szefa, druga dla pracownika. Za darmo, bez zapisywania się.

Pobierz PDF →

Podsumowanie

Dla mnie sedno całej sprawy jest jedno. Kontroferta to nie jest ratunek. To rachunek. Rachunek za wszystkie te miesiące, kiedy z człowiekiem można było po prostu porozmawiać, zauważyć go, dać mu szansę na rozwój albo zwyczajnie zapłacić tyle, ile jest wart. Tego się nie zrobiło, a teraz, kiedy stoi z wypowiedzeniem w ręku, próbuje się to nadrobić jednym przelewem. Tylko że na to jest już najczęściej za późno, bo w głowie ten człowiek pożegnał się z firmą dużo wcześniej.

Jeśli jesteś szefem, spróbuj nie patrzeć na wypowiedzenie jak na coś, co trzeba szybko zasypać pieniędzmi. Potraktuj je jak znak, że coś u Ciebie od dłuższego czasu nie gra. Bo nawet jeśli tę jedną osobę uda Ci się zatrzymać, to za nią zwykle stoją kolejne, które jeszcze nic nie powiedziały, a w głowie mają dokładnie to samo. A jeśli to Ty masz kontrofertę na stole, sprawdź tylko jedno: czy zmieniają się pieniądze, czy naprawdę wszystko. Jeśli chcesz to przegadać na swojej sytuacji, napisz do mnie.

Odcinek podcastu Projekt:IT o kontrofercie
Odcinek podcastu Projekt:IT
Kontroferta, czyli plaster na złamanej nodze. Cała rozmowa w jednym odcinku
Obejrzyj na YouTube →

Powiązane artykuły

Tracisz dobrego człowieka albo dostałeś kontrofertę?

30-minutowa darmowa rozmowa. Przegadamy Twoją konkretną sytuację, z tej strony stołu, na której jesteś.

Umów rozmowę →