Umowa B2B z programistą: co negocjować przed podpisem

Dostajesz maila, w załączniku umowa na kilkanaście stron, a w treści jedno zdanie: odeślij podpisaną, start w poniedziałek. Większość ludzi przewija na koniec i podpisuje. Pokażę Ci, co w tej umowie naprawdę warto przeczytać, i to z obu stron stołu: tej, która podpisuje, i tej, która umowę przygotowuje.

Umowa B2B na biurku, dwie strony stołu, długopis i dwie filiżanki

Takie umowy współtworzę, negocjuję i podpisuję od ponad 10 lat. Widziałem ich naprawdę dużo. I od razu zaznaczam: nie jestem prawnikiem, a ten tekst to nie porada prawna. To coś innego, moim zdaniem ciekawszego. To spojrzenie konsultanta, który wie, które zapisy w umowach B2B są standardem nie do ruszenia, a które są miękkie i czekają, aż ktoś o nie zapyta.

Bo tu jest największa pułapka. Po stronie dostawcy ktoś tę umowę zna na pamięć, robił ją sto razy. Druga strona widzi ją pierwszy raz w życiu i ma 24 godziny. To nie jest równa gra. Ten artykuł ma ją trochę wyrównać.

Stawka to tylko jedna liczba w umowie

Specjaliści IT potrafią negocjować stawki. Znają widełki rynkowe, wiedzą ile są warci. Ale kiedy przychodzi do reszty umowy, do paragrafów, które nie mówią o pieniądzach wprost, robi się problem. Stawka dogadana, więc reszta jakoś pójdzie, podpisujemy.

Mam z tym problem. Stawka to jedna liczba. Umowa B2B to kilkanaście zapisów, które przez najbliższy rok albo dwa decydują, czy ta współpraca jest bezpieczna. Co się stanie, kiedy klient zawiesi projekt? Co, jak będziesz chciał odejść? Co, jak dostawca będzie chciał zakończyć współpracę? To wszystko jest w tym dokumencie. Tylko mało kto te paragrafy czyta.

Jedna ważna uwaga, zanim pójdziemy dalej. Nie piszę tego, żeby budować wrażenie, że dostawcy to czarne charaktery, które trzeba przechytrzyć. Wręcz przeciwnie. Dobry dostawca chce, żeby konsultant był zadowolony, bo zadowolony konsultant zostaje dłużej. Na tym polega ten biznes. Problem jest inny: umowa, której nie rozumiesz i o którą nie zapytałeś, może pracować przeciwko Tobie, nawet jeśli nikt nie miał złych intencji. I to chcę zmienić.

Cały dokument warto czytać w trzech grupach. To do nich będę wracał przez resztę artykułu:

Grupa 1
Pieniądze
Waloryzacja stawki, termin płatności, przestoje nie z Twojej winy
Grupa 2
Wyjście
Okres wypowiedzenia, zakaz konkurencji, wyłączność
Grupa 3
Pułapki
Kary umowne, odpowiedzialność, prawa autorskie

Pieniądze, czyli rzeczy, których nie widać w stawce

Zacznijmy od pieniędzy, ale nie od stawki, bo stawkę akurat umiesz negocjować. Są trzy rzeczy związane z pieniędzmi, których prawie nikt nie sprawdza.

Waloryzacja, czyli co ze stawką za rok

Podpisujesz umowę na dobrą kwotę, wszystko gra. Mija rok, drugi, inflacja zrobiła swoje, rynek poszedł w górę, a Ty masz dokładnie tę samą stawkę co na starcie. Jeśli w umowie nie ma ani słowa o waloryzacji, to za każdym razem, kiedy chcesz podwyżki, zaczynasz rozmowę od zera, z pozycji proszącego.

Warto zapytać wprost, czy da się wpisać klauzulę przeglądu stawki, na przykład raz na 12 miesięcy. Nie gwarancję podwyżki, bo tego nikt nie da, ale sam zapis, że co roku siadacie i rozmawiacie o stawce. I jeszcze jedna rzecz: kiedy już dojdzie do tej rozmowy, nie argumentuj zasiedzeniem. „Jestem tu dwa lata, należy mi się" to dziś trudna rozmowa, bo rynek IT jest ostrożniejszy z podwyżkami niż rok czy dwa temu. Pokaż konkret: czego się przez rok nauczyłeś, jaką wartość wniosłeś, co dzięki Tobie zadziałało lepiej. To rozmowa, którą dużo łatwiej wygrać.

Termin płatności i pułapka „zapłacę, jak mnie zapłacą"

Dla mnie jeden z najważniejszych zapisów w całej umowie. Po angielsku mówi się na to back-to-back. Wygląda tak: dostawca wypłaca wynagrodzenie dopiero wtedy, kiedy sam dostanie płatność od klienta końcowego. To zapis, który przerzuca na Ciebie ryzyko, które nie jest Twoje. Ty wykonałeś pracę, Ty wystawiłeś fakturę. To, że klient końcowy spóźnia się z przelewem o 60 dni, to problem dostawcy, bo to on ma relację z tym klientem, nie Ty.

Jeśli widzisz taki zapis, to moment, żeby zapytać o stały, niezależny termin płatności. Na przykład 14 albo 21 dni od faktury, bez względu na to, co dzieje się wyżej.

Przestoje nie z Twojej winy

Klient zawiesza projekt na dwa tygodnie. Albo jest reorganizacja i przez miesiąc nikt nie wie, co dalej. W modelu B2B domyślna odpowiedź jest brutalnie prosta: nie pracujesz, nie fakturujesz. To standard, nie oszukujmy się. Ale są tu rzeczy do pogadania. Można rozmawiać o okresie wypowiedzenia, który Cię w takiej sytuacji chroni, albo zapytać, kto bierze na siebie ryzyko krótkich przestojów. Nie zawsze coś ugrasz, ale to nie jest temat tabu.

Z drugiej strony stołu: jeśli to Ty przygotowujesz umowę dla dostawcy IT, te trzy zapisy są też Twoją wizytówką. Stały termin płatności i klauzula przeglądu stawki nie kosztują Cię nic na starcie, a budują zaufanie, które realnie wydłuża współpracę.

Wyjście, czyli najważniejsza część umowy, o której myślisz najmniej

Kiedy podpisujesz umowę, jesteś w trybie „zaczynamy, nowy projekt". Nikt w tym momencie nie myśli o końcu. A zapisy o zakończeniu współpracy to często najważniejsza część całego dokumentu.

Okres wypowiedzenia i jego symetria

Słowo „symetria" jest tu kluczowe. Bardzo często widzę umowy, w których Ty, jeśli chcesz odejść, musisz dać miesiąc albo dwa wypowiedzenia, a dostawca albo klient mogą zakończyć współpracę z dnia na dzień. To zwykle nie jest zła wola, tylko zapis, który ktoś kiedyś wstawił i tak zostało. Ale efekt jest taki, że Ty jesteś związany, a druga strona nie. To dokładnie ten zapis, o który warto zapytać: czy możemy to wyrównać, żeby okres wypowiedzenia był taki sam w obie strony. To uczciwe i negocjowalne częściej, niż się wydaje.

Zakaz konkurencji

Absolutny klasyk. Po angielsku non-compete, i jego młodszy brat non-solicitation, czyli zakaz przejścia bezpośrednio do klienta. W umowie jest zapis, że po zakończeniu współpracy przez jakiś czas, na przykład 6 albo 12 miesięcy, nie możesz pracować bezpośrednio dla klienta końcowego, u którego byłeś.

Nie twierdzę, że taki zapis jest zły. Z punktu widzenia dostawcy ma sens. Ale są trzy rzeczy, o które warto zapytać. Po pierwsze, jak długo zakaz obowiązuje. Po drugie, jak szeroko jest napisany, bo jest różnica między „nie możesz iść do tego konkretnego klienta" a „nie możesz pracować w całej branży". To drugie to absurd, a takie zapisy istnieją. Po trzecie, najważniejsze, czy zakaz jest odpłatny. Jeśli ktoś ogranicza Twoją możliwość zarabiania przez rok po zakończeniu współpracy, uczciwie jest, żeby za ten rok ograniczeń jakoś zapłacił. Zakaz darmowy i szeroki to pierwszy zapis, który bym podważył.

Wyłączność

Krótko, ale ważne. Czy umowa zmusza Cię do pracy wyłącznie przez tego jednego dostawcę? Czasem to w porządku, czasem nie, zależy od Twojej sytuacji. Chodzi o to, żebyś o tym wiedział i świadomie się zgodził, a nie odkrył tego za pół roku.

Pułapki, czyli zapisy, które potrafią zaboleć

Ostatnia grupa: zapisy, które wyglądają niewinnie, a warto przeczytać je dwa razy.

Kary umowne

Same w sobie nie są niczym złym, to normalny element umów. Problem zaczyna się, kiedy kara jest oderwana od rzeczywistości. Widziałem umowy, w których kara za złamanie zapisu była wielokrotnością miesięcznej stawki konsultanta. Jeden błąd i pracujesz za darmo przez pół roku. To moment, żeby zapytać wprost: za co dokładnie jest ta kara, w jakiej wysokości i czy jest proporcjonalna do tego, ile na tym kontrakcie zarabiam. Kara wyższa niż realna szkoda to zapis do negocjacji.

Odpowiedzialność

Do jakiej kwoty odpowiadasz finansowo, jeśli coś pójdzie nie tak? W wielu umowach ta odpowiedzialność jest nieograniczona, czyli teoretycznie do nieskończoności. Dla pojedynczego specjalisty to ryzyko, którego nie powinno się brać na klatę bez zastanowienia. Warto zapytać, czy da się wpisać limit odpowiedzialności, na przykład do wysokości wynagrodzenia z jakiegoś okresu. To standardowa praktyka.

Prawa autorskie

Tu powiem uczciwie: przeniesienie praw na klienta to absolutny standard i nie ma sensu kruszyć o to kopii. Klient płaci za pracę, klient ma prawa do efektu. Ale warto przeczytać dokładnie, czego ten zapis dotyczy, żeby był ograniczony do tego, co tworzysz w ramach tego konkretnego projektu, a nie do wszystkiego, co wymyślisz, łącznie z prywatnymi projektami po godzinach. Brzmi abstrakcyjnie, ale tak szeroko napisane zapisy istnieją.

Czerwona flaga, przy której radzę po prostu uciekać

To już nie jest zwykły zapis do negocjacji. Spotykam się czasem z taką sytuacją: zanim w ogóle dojdzie do podpisania właściwej umowy, zanim wiadomo, czy będzie jakikolwiek projekt, ktoś podsuwa do podpisania osobny dokument. Mówi on mniej więcej tak: jeśli my zarekomendujemy Cię do jakiegoś klienta, to od tej pory żaden inny dostawca nie może Cię zarekomendować ani do tego klienta, ani do żadnego innego z naszej listy. A jak złamiesz ten zapis, płacisz karę.

Moim zdaniem to jest obłędne. Podpisujesz wtedy zgodę na to, że Twoja kariera, to, czy w ogóle dostaniesz szansę u danego klienta, jest od teraz w rękach jednej firmy, pod groźbą kary. I to zanim cokolwiek się jeszcze zaczęło.

Zrozummy się dobrze: jest absolutnie w porządku, że wysyłasz dostawcy CV i że on reprezentuje Cię u klienta. To normalny, zdrowy układ. Ale jest przepaść między „możesz mnie reprezentować" a „tylko Ty możesz mnie reprezentować, a jak zrobi to ktoś inny, płacę karę". To pierwsze to współpraca. To drugie to smycz. Jeśli ktoś podkłada Ci taki dokument na samym starcie, moja rada jest krótka: uciekaj. Bo jak firma tak traktuje Cię, zanim cokolwiek dla niej zrobiłeś, to najlepszy sygnał, jak będzie wyglądać cała reszta współpracy.

Ściąga: 8 obszarów do sprawdzenia przed podpisem

Zebrałem wszystko w jedną tabelę. Do każdego obszaru dorzuciłem gotowe pytanie, które możesz zadać dostawcy, sformułowane tak, żebyś nie musiał się zastanawiać, jak to ująć.

ObszarNa co patrzećPytanie, które warto zadać
Waloryzacja stawkiCzy stawka rośnie w czasie„Czy możemy wpisać klauzulę przeglądu stawki raz na 12 miesięcy?"
Termin płatnościNiezależny od klienta końcowego„Czy termin płatności może być stały, np. 14 albo 21 dni od faktury?"
PrzestojeCo przy zawieszeniu projektu nie z Twojej winy„Kto bierze na siebie ryzyko krótkiego przestoju?"
Okres wypowiedzeniaSymetria w obie strony„Czy okres wypowiedzenia może być taki sam dla obu stron?"
Zakaz konkurencjiDługość, zakres, odpłatność„Jak długo obowiązuje, jak szeroko jest napisany i czy jest płatny?"
WyłącznośćCzy wiąże Cię z jednym dostawcą„Czy umowa zobowiązuje mnie do pracy wyłącznie przez tego dostawcę?"
Kary umowneProporcjonalność do wynagrodzenia„Za co dokładnie jest kara i czy jej wysokość jest proporcjonalna?"
Odpowiedzialność i prawa autorskieLimit odpowiedzialności, zakres przeniesienia praw„Czy można wpisać limit odpowiedzialności i ograniczyć prawa do tego projektu?"

Jak o to pytać, żeby nie spalić relacji

To jest ten prawdziwy strach: „jak zacznę dopytywać o piętnaście rzeczy, pomyślą, że jestem problematyczny i wezmą kogoś innego". Otóż nie. Mówię to jako osoba po drugiej stronie stołu. Kiedy konsultant wraca do mnie z umową i mówi „mam trzy pytania", nie myślę „o nie, trudny człowiek". Myślę „okej, ktoś, kto wie, co robi". Profesjonalista zadaje pytania o umowę. Amatorzy podpisują w ciemno.

Sztuka polega tylko na tym, żeby nie przyjść z listą trzydziestu żądań w trybie konfrontacji, tylko wybrać te dwie, trzy rzeczy, które są dla Ciebie naprawdę ważne, i zapytać o nie spokojnie. „Widzę tu zapis o terminie płatności uzależnionym od klienta, czy moglibyśmy zmienić to na stały termin." Tyle. To nie walka, to rozmowa dwóch dorosłych ludzi.

Podsumowanie

Tak naprawdę nie chodzi o paragrafy, tylko o asymetrię wiedzy. Po jednej stronie stołu siedzi ktoś, kto podpisał takich umów setki. Po drugiej Ty, prawdopodobnie pierwszy raz. Wyrównanie tej asymetrii nie wymaga, żebyś został prawnikiem. Wymaga tylko jednego: żebyś umowę przeczytał świadomie i zadał kilka pytań.

Stawka mówi, ile zarobisz, kiedy wszystko idzie dobrze. Cała reszta umowy mówi, co się stanie, kiedy coś pójdzie nie tak. A prędzej czy później pójdzie, nie dlatego, że ktoś jest zły, tylko dlatego, że tak działają życie i projekty w IT. Więc następnym razem, kiedy dostaniesz tego PDF-a w mailu, daj sobie 30 minut, żeby umowę przeczytać, wynotować kilka rzeczy i o nie zapytać. To najtańsze ubezpieczenie, jakie kupisz, bo kosztuje tylko trochę czasu i odrobinę odwagi. Jeśli chcesz to przegadać na konkretnej umowie, napisz do mnie.

Powiązane artykuły

Masz przed sobą umowę B2B i chcesz ją przegadać?

30-minutowa darmowa rozmowa. Przejdziemy po zapisach, które są dla Ciebie najważniejsze.

Umów rozmowę →